Rozdział XII

Niewidomy uczeń na lekcji angielskiego - trochę historii

Próg obowiązujących do niedawna egzaminów wstępnych, a później stopień trudności poszczególnych przedmiotów okazywały się często niemożliwe do pokonania dla wielu widzących kandydatów, mających przecież dostęp do potrzebnych im podręczników i lektur. W przypadku niewidomego kandydata, przy ogólnym braku wyboru dostępnych w brajlu podręczników, już samo opanowanie języka w stopniu zbliżonym do poziomu wymaganego na egzaminie wstępnym było nie lada wyczynem. Pokonanie trudności, jakie stwarza program studiów anglistycznych, bez dostępu do akademickich publikacji specjalistycznych, to - przynajmniej teoretycznie - wyczyn niemożliwy do osiągnięcia. A przecież jest już w Polsce kilku, może nawet kilkunastu niewidomych śmiałków, którzy wbrew rozsądkowi i na przekór wszystkim, porwali się na studia językowe i ukończyli je. Ci z nich, którzy studiowali w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, niechętnie wracają do wspomnień tego „najpiękniejszego okresu w ludzkim życiu”, który w ich przypadku był latami upokorzeń i wyrzeczeń - zarówno dla nich, jak i dla ich rodzin. Wszyscy przyznają, że bez pomocy rodziców, rodzeństwa i przyjaciół, bez zwojów nagranych przez nich taśm magnetofonowych, odsłuchiwanych później lub mozolnie przepisywanych w brajlu, nie byłoby w tamtym okresie niewidomych anglistów.

Ale jak jest obecnie? Czy są niewidomi absolwenci szkół średnich znający język angielski na tyle dobrze, żeby mogli wykorzystać go w pracy lub w podnoszeniu kwalifikacji zdobywanych na innych kierunkach studiów? Jaką drogę przebyli i jaką pomoc otrzymywali zanim nauczyli się angielskiego na tyle aby zdać maturę na rozszerzonym poziomie i z realnymi szansami ubiegać się o miejsce na wyższej uczelni? Czy pojawiają się niewidomi kandydaci na anglistykę? Jak wypadają oni w porównaniu do widzących kandydatów? Jak przyjmują ich wykładowcy i koledzy? W końcu: na jaką pomoc mogą liczyć niewidomi studenci i pracujący z nimi nauczyciele akademiccy? Na jaką pomoc mogą liczyć jeszcze mali, potencjalni angliści niewidomi oraz ich nauczyciele w szkołach podstawowych, w gimnazjach i w liceach?

Przygnębiającą odpowiedzią na te pytania jest statystyka. Liczba niewidomych studentów i absolwentów filologii obcych ostatnich dziesięciu lat to najwyżej kilkanaście osób – ułamek procenta liczby absolwentów i studentów widzących. Fakt ten jest o tyle zastanawiający, że zauważanych od dawna takich cech niewidomych osób jak dobrze wyćwiczony słuch i pamięć nadal nie kojarzy się z warunkami sprzyjającymi nauce języka obcego. Niewidzenie od dawna jednoznacznie interpretowano jako „upośledzenie”, choć wiadomo, że brak bodźców wzrokowych sprzyjałby tak bardzo przydatnej w pracy tłumacza kabinowego koncentracji. Zaskakująca w tym kontekście jest niezwykle skromna reprezentację niewidomych studentów na filologiach obcych. Wyjaśnić ją może nawet pobieżny, obserwowany jeszcze kilkanaście lat temu obraz sytuacji w szkołach specjalnych dla uczniów niewidomych i słabowidzących. W szkołach tych angielskiego albo wcale nie było albo uczony był przez osoby bez odpowiednich kwalifikacji i często z dalece niedoskonałą znajomością języka. Codziennością był brak podręczników lub ich niewystarczająca ilość.

Dyplom ukończenia studiów anglistycznych jest obecnie warunkiem zatrudnienia w szkole nauczyciela języka angielskiego. Problemem, który nie zniknął i szczególnie boleśnie odczuwany jest przez niewidomych uczniów uczących się w szkołach masowych, jest nadal brak adaptacji podręczników. Szczególnie ważne jest więc poznanie zasad dostosowywania podręczników do potrzeb niewidomego ucznia. Nauczyciel języka pracujący z niewidomym uczniem lub studentem będzie mógł, przynajmniej na razie, liczyć w tej kwestii przede wszystkim na siebie. Tym bardziej zachęcam do zapoznania się z praktycznymi poradami zawartymi w poradniku.

Część pierwsza

Część druga

Część trzecia